|
|
|
Relacja z budowy Renault Clio MAXI |
Część 7. Pierwsza jazda

No i pierwsza sesja i pierwszy oddech na świeżym powietrzu. Po 2 latach Clio Maxi wyjechało z garażu, ale paradoksalnie Bartosz nie wiedział... jak jeździ auto.

Pierwszy błąd, kosmetyczny, możnaby rzec, to srebrna siatka w zderzaku, która zdecydowanie będzie zmieniona na czarną. Okazało się jednakże potem, że to nie jedyny problem.


A tutaj najpiękniejsza dla właściciela chwila, auto w domowym garażu!. Jak sam Bartosz przyznaje: "Jeszcze nigdy w życiu nie miałem tyle frajdy jadąc z Krakowa do Warszawy, bo ryczacym "Clio Maxi" wszystko jest zupełnie inne!. Od początku podróż nie przebiegała spokojnie - już tankując w Krakowie przelaliśmy odpowietrznik i musieliśmy wypychać samochód ze stacji. Oczywiście, takie niedociągnięcia jeszcze będą wychodziły jakiś czas, ale szkoda nam było obsługi stacji benzynowej, która trochę się zaniepokoiła, kiedy pod samochód uciekło z 2 litry paliwa."

Niestety, jak się okazało przy odbiorze, lotka na tylnią szybę jeszcze nie została przyklejona. Tak wiec same podstawki jechały do Warszawy na Maxi, a lotka musiała się przejechać w drugim samochodzie.
"Jak widac w środku domowa atmosfera. Piękne, wygodne fotele, błękitne dywaniki i full wypas jeżeli chodzi o car stereo ;) " - żartował Bartosz.

Jak się okazało pod koniec trasy Kraków-Warszawa, fotele nie służą pokonywaniu długich tras, co właściciel odczuł tam gdzie trzeba ;)

|
|