|
|
|
Relacja z budowy Renault Clio MAXI |
Część 6. Lakierka i składanie
Tak jak pisalimy we wcześniejszych odcinkach w tym samym czasie, kiedy pracowano nad silnikiem, robiona była klatka bezpieczeństwa. Profesjonalnie wykonana zgodnie z załącznikiem "J" została wspawana do auta. Nadwozie Clio maksymalnie odchudzono - wszystko co było tylko możliwe do usunięcia - usunięto. Zaczynając od materiałów wygłuszających, a kończąc na tylniej wycieraczce, drugim małym baku paliwa oraz wszystkich zbędnych śrubkach. Cel był jeden - waga gotowego samochodu miała być jak najmniejsza.


Jak się okazało, kolejnym już problemem było uzyskanie kodu lakieru, jakim malowano przed laty ścigające się w rajdach Clio Maxi. Niestety nawet dział Renault Sport we Francji nie był w stanie udzielić takiej informacji. W związku z powyższym Bartosz zdecydował się na dobranie lakieru, który najbardziej pasowałby do zaplanowanej wizji pojazdu. Wybór padł na szary platynowy D 69 firmy Axel i nim właśnie pomalowano na zewnątrz i wewnątrz cale auto.


Gdyby na takich oponach można było codziennie jeździć .... ;)

Polakierowana buda prezentowała się coraz lepiej, aczkolwiek cały czas właściciel nie mógł się doczekać, kiedy zobaczy samochód poza halą serwisowa. W końcu mijały już dwa lata od momentu rozpoczęcia przeróbek.


Wszystkie części, wcześniej rozebrane, sprawdzone i wyczyszczone - polakierowano. Leżąc z boku czekały na swoją kolej przy montażu.

Miejsce na silnik tez już przygotowano. Kosmetyczne sprawy poprzedziły zamontowanie silnika tam, gdzie jego miejsce.



Na zdjęciu felga Speedline - niestety nawet z wysokim slickiem jest zbyt mała do bardzo wyciętych błotników. W końcu Maxi jeździły na 17", a poźniej nawet na 18", a to jest zwyczajna 16".





Ostatnia sesja zdjęciowa i czas na składanie wszystkiego w jedna całość. "Były momenty, gdy myślałem, że nigdy się tej chwili nie doczekam..." - przyznał Bartek

Pierwsze przymiarki i wlot już na miejscu...

A tutaj "pełną gębą" - wygląda prawie jak WRC - ale jak wiemy "prawie" robi wielką rożnicę. Największy ból dla właściciela - kubełki już są w środku, a jeździć jeszcze nie można!

Kolejny krok - silnik też już "siedzi". Niestety na jazdę próbną wciąż za wcześnie.



Wydawałoby się, że auto można rozebrać w dwa dni, ale żeby je dobrze poskładać... to już inna bajka.

Tutaj po raz pierwszy zaczyna wyglądać jak rajdówka...

...i do tego ma parę nowych "oczu". Wymieniając wszystko nie można było przecież dopuścić, aby jedna lampa świeciła inaczej od drugiej ;)
|
|