|
|
|
Relacja z budowy Renault Clio MAXI |
Część 3. Zmiany w nadwoziu (lipiec 2005)
Wydawałoby się, że Bartosz powinien teraz spocząć przez dłuższy czas na laurach, delektując się osiągniętym efektem - w końcu i auto prezentowało się świetnie i silnik miał się czym pochwalić. Nic bardziej błędnego. Po zrobieniu blacharki, po przywróceniu silnika do życia przyszedł czas... na kolejne modyfikacje nadwozia. Tym razem - ostatecznie zbliżające wygląd auta do właściwego Clio Maxi. Ktokolwiek widział oryginał na rajdach czy wyścigach wie, że przetłoczenia Clio 16V, i tak większe niż "zwykłego Clio" są niczym w porównaniu do przetłoczeń w Maxi, gdzie zabieg taki jest podyktowany koniecznością zmieszczenia w nadwoziu kół o zwiększonym rozstawie - Clio Maxi jest szersze od 16V i Williamsa o 13 cm... Czyli w tym celu Bartosz musiał przebudowac nie tylko błotniki, ale rownież nadkola, co było nie lada przeróbką.
Przymiarki odbywały się w otoczeniu o odpowiedniej atmosferze...

Nadkola przednie zostały wyknonane na zamówienie we francuskiej firmie zajmującej się produkcją karoserii do samochodow rajdowych. Oczywiście takie zlecenie wydłużyło prace nad samochodem, bo samo wykonanie blotników trwało 2 tygodnie plus transport do Polski. Zwróćcie uwagę na głębokość - wewnątrz już tkwią koła Speedline 2108 o rozmiarze 6,5 x 15" i ET 35 - te koła były kupione pod seryjne błotniki oraz tańsze opony treningowe, czyli rozmiar ze zdjecia 195/50/15... i nikną one prawie niezauważone! Koła ze zdjęcia zostaną zastąpione obreczami 17" (niestety w tej chwili nie wiadomo czy bedą to oryginalne Speedline-y, ponieważ po są one bardzo trudno dostępne no i jedna felga kosztuje ... 2600 PLN) z większymi oponami. Tutaj strona lewa.

No i widok en face. Zderzak przedni oraz tylny to pozostałości części po Clio Maxi, które ścigały się po polskich trasach rajdowych. Niestety po formach (kopytach) zostały tylko te dwie części, a reszta została wyprzedana razem z formami zagranicznemu odbiorcy. Po kolorze tylniego zderzaka można się domyslić, że był on zapasową cześcią jezdzacego w barwach Elfa Clio Maxi "Kościuszki". Prawda, że szeroko?

Widok z tyłu, strona lewa. Rozcięto blachę nadkoli tylnych wzdłuż przetłoczenia. Bartosz, decydując się na takie rozwiązanie poszerzenia miał dwie możliwości: albo sprowadzić je razem z przednimi blotnikami z Francji albo zrobić z blachy, wykorzystując seryjne błotniki. Clio Maxi występowało w różnych specyfikacjach, tylnie błotniki były robione głównie z blachy, aczkolwiek startowaly także Maxi z błotnikami z tworzywa. Problem polegał również na tym, że Clio I, które i tak ma bardzo lekki tył, przy mocnym dohamowaniu "wozi" na boki, przez co utrudnia ustawienie go do zakrętu. Ze względu zatem na lekki tył oraz ewentualne "obtarcia", a co za tym idzie - sprowadzanie plastikowych czesci z Francji, Bartosz zdecydował się na robienie błotników z blachy, co nawet finansowo wyszło korzystniej, chociaz pochłonęło sporo czasu.
Ponadto wynikł problem wlotu na dach, który musiał być ściągany aż z USA oraz wlotu na maskę - rarytasu praktycznie niedostępnego nigdzie w Europie. Oczywiście, można kupić na allegro czy innych rajdowych portalach podrobki, ale jakość ich wykonczenia oraz kształt bardzo odbiegają od oryginału. Obu elementów na zdjęciach jeszcze nie ma.

Strona prawa

Tył w całej krasie.

No i pamiętajmy, że to same przymiarki "na sucho"...
|
|